- nachalnym zagłuszaniem krytyki PO, miałkimi pytaniami, przejściem z "Ty" na "Pan" w czasie "wywiadu".
23.01.2012 20:35
14
opublikowana w: F!kcje?, Męski Świat
Panie Kozak - skompromitował się pan doszczętnie
skomentuj
skomentuj
Komentarze do notki14 |Zgłoś nadużycie
-
@Bieszczadnik. SMOLEŃSK DOMAGA SIĘ PRAWDY
-
Kozak
Wraz z pojawieniem się miejskich subkultur typu skejt, metal itd. oraz wynalezieniem kozackich ubrań i oczojebnych ozdóbek, kozacy zaczęli zamieszkiwać wszystkie środowiska miejskie. Dziś wystarczy tylko wyjść na podwórko i rozejrzeć się za bandą młodych ludzi na czele z Kozakiem.
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Kozak_%28osoba%29
-
to zdjęcie
To zdjęcie i podpis.
Pozdrawiam serdecznie,
Ah.
-
Autor
Muszę obejrzeć jeszcze raz. Mnie się jednak Kozak bardziej podobał, niż Gość. I nie o urodę mi chodzi:) Bo nie ma złych pytań ...
-
@Karafka La Fontaine.a
Są. Te istotne a niezadane.
-
@Bieszczadnik. SMOLEŃSK DOMAGA SIĘ PRAWDY
Hmm... Zawsze ktoś nie dorasta do naszych oczekiwań:)
-
Zgadzam sie.
Niestety, w ogóle ta salonowa telewizja jest mocno byle jaka.
Inna sprawa, że żadna inna nie jest lepsza. Ani z tych pierwszo-, ani z tych drugoobiegowych.
Za to musiałby się wziąć ktoś niezainfekowany grzechami pierwotnymi polskiego dziennikarstwa, a takich wśród dziennikarskiej braci, to chyba w ogóle nie ma ( bo niby skąd mieliby się wziąć?). Ja, przynajmniej, nie spotkałam. O, przepraszam - znam jeden wyjątek: Marek Mądrzejewski, który swego czasu prowadził Debaty w radiowej Jedynce.
Wie ktoś co się z nim dzieje?
Rymanowski jest niezły, ale głównie ze względu na t ł o jakie tworza inni dziennikarze tej stacji.
Tzw. prawicowi - niemal bez wyjątku też zainfekowani tą nieznośną manierą przekonywania do swoich racji, z góry założonym obrazkiem, często dodatkowo irytujący taką specyficzną "męczenniczą" nutą świętej wojny z mainstreamem.
No, ale niby gdzie i od kogo mieli się uczyć dziennikarstwa nieobarczonego "dydaktycznymi smrodkami" z jakiejkolwiek strony? Gdzie i na jakich wzorach doskonalić warsztat? Człowiek uczy się głównie przez obserwację!
Istnieje dość istotna, w Polsce nagminnie ignorowana, różnica pomiędzy rzemiosłem publicysty i dziennikarza.
Nadmienię: PAN Kozak, wg mnie nie jest ani publicystą, ani dziennikarzem. Wydaje się być jakimś przypadkowo dokoptowanym facetem, który ot, nawinął się pod rękę Igorowi do prowadzenia salonowej telewizji.
No cóż - dobrego fachowca trudno jest znaleźć, a konkurencja się rozrasta.
Hura!Hura!Hura!
- Bo tylko w takim kotle kiedyś wreszcie wyłonią sie prawdziwe talenty!
Kaśka
-
@Pyzol
Rymanowski jest dobry, bo ... nie ukrywa, którą opcję wspiera we wrażej TVN:)))
Nie, nie, ja nie mam nic przeciw temu, by moderował rozmowy z gośćmi, naprowadzając dyskusję na właściwy tor. To nawet fascynujące. I zabawne.
Jak u Olejnikowej. Jej też nie mam za złe, że jest sobą.
Wybór należy do widza.
Z tym, że nie wybierajmy miedzy poglądami i pytaniami dziennikarzy, a tym, co mówią ich goście.
-
@Pyzol
Mnie się podoba warsztat Skowrońskiego.
Orłoś też był niezły.
-
@AlexanderHamilton
"Znalezione w necie". Wg AKTA to zresztą karygodne.
-
11/09 .............................10/04

" Dlaczego aż tak kłamią w sprawie Smoleńska "
"Dość Smoleńska" - krzyczą na nas prorządowe gazety i telewizje przy każdej okazji. Ale nie mówią prawdy: one same chcą mówić i mówią o Smoleńsku nawet więcej niż my.
Kiedy runie gmach kłamstwa i fałszu ??
Najpierw przybrali żałobne maski
W tygodniu żałoby narodowej media te orkiestrowe, powtarzające jak echo wskazany przekaz – utraciły władzę nad umysłami i – co nawet ważniejsze – uczuciami obywateli (to były uczucia, nie „emocje”). Atmosfera była taka, że PR-owcy Radosława Sikorskiego („były prezydent Lech Kaczyński”) czy Janusza Palikota (nie trzeba cytować, nazwisko mówi wszystko) zastanawiali się, czy przed ich pracodawcami jest jeszcze polityczna przyszłość. Skompromitowani wówczas politycy rozsądnie schowali się do mysich dziur, ale dawni prześmiewcy ze świata mediów schować się nie mogli – to byłaby kapitulacja. Przybrali więc żałobne maski, obniżyli głosy i założyli ciemne garnitury, ale sami czuli, że w nowych rolach wypadają sztucznie, że ludzie wyczuwają fałsz i nienaturalność. Próbowali więc uciekać w stronę „technicznego” opisu zdarzenia, czyli traktować Smoleńsk wyłącznie jak katastrofę lotniczą gdzieś daleko stąd, dotykającą nas dość jedynie pośrednio, którą trzeba zwizualizować i zanalizować, ale której można nie przeżywać. I może by się tak dało, gdyby nie ten plac przed pałacem, wypełniony po brzegi zniczami, i nie ta kilometrowa kolejka do trumien śp. pary prezydenckiej.
Media – te związane z przemysłem pogardy – nie miały więc wyjścia: musiały dać z siebie wszystko. I wbrew sobie podjąć ton drugiej strony – ton autentyczny, wyrastający tak z osobistego przeżycia, jak i ze zrozumienia momentu dziejowego. I dlatego niezwykle nośny. Rzucenie otwartego wyzwania nie wchodziło w grę, ponieważ groziło klęską całkowitą; ten system wie, kiedy musi się taktycznie wycofać. Próbowano rozwiązać problem groźnej, rodzącej się jedności, wybierając za pole starcia Wawel jako miejsce pochówku głowy państwa, ale i tu zabrakło szczęścia: zdecydowany, kluczowy głos abpa Michalika w tej sprawie pokazał ryzyko zderzenia z wolą Kościoła, a dojrzałe zachowanie kard. Dziwisza uniemożliwiło granie na podział wśród hierarchów. Spór o Wawel mógł posłużyć co najwyżej za sposób policzenia się, zbadania zasobów i za pierwszy sygnał do zaniepokojonego, i dostrzegającego zachodzące procesy establishmentu. Realne starcie odłożono na czas po pogrzebie, na czas kampanii i śledztwa smoleńskiego. Media musiały chwilowo skapitulować. Musiały przez tydzień mówić nie swoim językiem, musiały złożyć pokłon nienawidzonemu prezydentowi. Musiały sobie zaprzeczyć.
Potem mobilizacja mediów rządowych
Jak wiemy, chwilę później kampanijne starcie media głównego nurtu wygrały. Wybory były zresztą czynnikiem niezwykle sprzyjającym gaszeniu atmosfery smoleńskiej, ponieważ pozwalały bardzo łatwo polityzować Smoleńsk. Bo tak naprawdę polityzowała strona rzekomo zwalczająca polityzację, prostą metodą polegającą na… oskarżaniu rywala o rzekomo instrumentalne traktowanie tragedii. Nie przejmowano się tym, że Jarosław Kaczyński naprawdę konsekwentnie odłożył ten temat „na potem”, a jego ówczesne otoczenie poszło nawet dalej, dochodząc do kuriozalnych hippisowskich śpiewów i tańców przed debatą telewizyjną. W każdym razie proces polityczny, siłą rzeczy odwołujący się do ram „starego świata” i do dawnych pojęć, pozwolił na dość szybkie przywrócenie wciąż chwiejnego, ale jednak wyraźnego panowania mediów III RP nad obywatelami. Pewnie potrzebne było parę rozmów dyscyplinujących, parę psychologiczno-politycznych seansów stawiania do pionu, parę osobistych przykładów „niepękania”, pewnie zaważyła ogromna przewaga ilościowa, pewnie zmobilizowano „służbowych”, ale fakt jest faktem: „powstanie” szybko ograniczono do ściśle nakreślonych do tego politycznych ram. Wystarczyło jeszcze zorganizować parę pokazowych „procesów” medialnych, wytoczonych np. aktorowi Mariuszowi Bulskiemu, bohaterowi filmu „Solidarni 2010”, i większość zrozumiała, że władza wciąż jest tam, gdzie była, i nadal może uśmiercać społecznie. Oczywiście, dla wielu osób doświadczenie Smoleńska stało się momentem dojrzałego „non possumus”, któremu pozostają wierni do dziś dzień, ale jednak mówimy o niewielkiej mniejszości.
Można powiedzieć: skoro tak szybko „powstanie” upadło, to w czym problem? Otóż problem w tym, że w ogóle wybuchło, i że tak szybko się rozprzestrzeniło. Czy gdyby nie wieloletnia, intensywna tresura obywateli (począwszy od roku 2005), poszłoby równie łatwo? A gdyby na owo pospolite ruszenie nałożyło się niezadowolenie społeczne związane np. z kiepską koniunkturą gospodarczą bądź zużyciem się władzy? Wówczas moglibyśmy naprawdę „mieć w Warszawie Budapeszt”. Żałoba narodowa uwidoczniła kruchość tego wszystkiego, co zbudowano tak wielkim wysiłkiem przez ostatnie dwie dekady – tego całego systemu zarządzania odruchami i uczuciami Polaków. Więcej nawet – ona wywołała w jądrze systemu realne poczucie strachu, zagrożenia, a nawet paniki. Pokazała, że „środki zaradcze” podjęte po roku 2005, po podwójnym zwycięstwie wyborczym obozu IV RP, były środkami zbyt płytkimi. Stąd tak zdecydowane, przemyślane i kompleksowe działania już po przejęciu pełni władzy, przede wszystkim w sferze medialnej. Usuwanie inaczej myślących, niesterowalnych dziennikarzy już nie tylko z głównych mediów, ale także z mediów mniejszych, nawet lokalnych, do tego przejmowanie ostatnich niepokornych tytułów prasowych. Krok po kroczku domykanie systemu, który – zdecydowano – nie może mieć żadnych szczelin. Do tego wyraźny kurs na radykalną marginalizację mediów publicznych, które – póki są – stanowią potencjalne niebezpieczeństwo, bo przecież mogą wpaść w niepowołane ręce. Media prywatne w żadne niepowołane ręce nie wpadną, do tego – jak to się przyjęło w Polsce uważać – nie mają żadnych zobowiązań warsztatowych, więc mogą np. zapraszać wyłącznie samych swoich, nawet nie pozorując pluralizmu. Po Smoleńsku – zdecydowano – system musi zostać zabezpieczony jeszcze kilkoma śluzami bezpieczeństwa. Metody zastosowane po poprzednim „momencie strachu” – roku 2005 – uznano za niewystarczające. Nie ma mowy o żadnej litości, nawet niszowa TV Trwam nie może liczyć na żaden odruch serca. A nuż nagra coś bulwersującego i będzie to powtarzała do znudzenia? Za duże ryzyko, nie ten etap, koncesję lepiej dać Polo TV.
To były rozwiązania zaprojektowane z myślą o przyszłości, ale pozostał jeszcze jeden, konkretny problem: Smoleńsk, a zwłaszcza wspomnienie odzyskanej jedności i podmiotowości w trakcie żałoby narodowej. Wspomnienie uśpione, odłożone na półkę, ale jednak żywe. Do tego wsparte świętym miejscem – Wawelem, którego dzwony potrafią budzić. Rzecz niebezpieczna, w pewnym sensie – tykająca bomba. Bo z PiS – tym konkretnie obecnym – rozprawić się można stosunkowo łatwo, ale z mitem smoleńskim i kryptą wawelską już trudniej, bo nie wiadomo, kiedy i jak się odezwie. Więc mit trzeba zabić, póki śpi. Umniejszyć, unurzać w małości, ewentualnie tak zamęczyć ludzi kolejnymi zwodami, by nabrali odruchu odwracania głowy. Choć oczywiście, trzeba dążyć do zadania ciosu śmiertelnego. Do obarczenia winą najważniejszego pasażera albo jego podwładnego i przyjaciela w generalskim mundurze. Co istotne: nie należy przejmować się prawdą, ponieważ przy takiej przewadze medialnej wystarczy wbicie miliona gwoździ w milion desek. Zwróćmy uwagę: kłamstw było wiele, ale do żadnego nie wracano tak konsekwentnie, jak do tego związanego z „presją” i „naciskami” na pilotów. To te kłamstwo sprzedawano w tak wielu ordynarnie spreparowanych odsłonach – od zmanipulowanej „analogii” z rzekomym lądowaniem w Tbilisi (prezydent usłuchał pilotów i lądował w Azerbejdżanie!), poprzez „kłótnię” gen. Błasika z kpt. Protasiukiem, aż po słynne TVN-owskie „jak nie wyląduję, to mnie zabiją”, powtarzane do znudzenia, dziś palące wstydem, wołające choćby o przeprosiny. Że pomyłki są możliwe? Jedna tak, ale tak liczne i do tego w jednym wątku muszą wynikać ze złej woli. Zresztą czy powtarzanie pustej tezy o naciskach nie okazało się skuteczne? Czy nie zasiało w milionach głów podejrzenia, że coś musiało być na rzeczy? Tym bardziej że również władza uprawiała i uprawia „szeptankę” w tym kierunku; ważni notable potrafili tłumaczyć – także niżej podpisanemu – że pomnik Lecha Kaczyńskiego w Warszawie nie powinien stanąć, ponieważ lada chwila wyjdą na jaw dowody w sprawie nacisków.
„Dość Smoleńska” – krzyczą na nas prorządowe media przy każdej okazji. Ale nie mówią prawdy: one same chcą mówić i mówią o Smoleńsku nawet więcej niż my. Tyle że na swoich warunkach, i tak często niezgodnie z prawdą, z widoczną złą wolą. Byle osłonić swoich, poniżyć szukających prawdy i zniechęcić pozostałych. Za każdą cenę: nie liczy się honor polskich oficerów, ból rodzin, racja stanu.
I ten ich upór jest najlepszą ilustracją wagi sprawy 10/04 – dziś sprawy dla Polski fundamentalnej, centralnej. Nie tylko dlatego, że dzieli ona Polaków, ale przede wszystkim dlatego, że rozbicie smoleńskiego salonu krzywych luster jest warunkiem koniecznym naprawy Rzeczypospolitej – tak jak podtrzymywanie tej fikcji jest aktem założycielskim updatowanej wersji III RP, z którą mamy dziś do czynienia.
http://wiadomosci.wp.pl/title,Dlaczego-az-tak-klamia-w-sprawie-Smolenska,wid,14189577,wiadomosc.html
-
@panis
Żenujące było to zagłuszanie własnym słowotokiem spokojnej odpowiedzi na własnie zadane pytanie.
Jakby był zootechnikiem robiącym karierę na wywiadach w skupie opakowań wtórnych.
-
@Bieszczadnik. SMOLEŃSK DOMAGA SIĘ PRAWDY
Mnie zawstydziło to podprogowe podkreślenie, że kiedyś byliśmy znajomymi, a teraz nie. Pajacowanie zastąpił lęk. To dla nas znak.
-
@Bieszczadnik. SMOLEŃSK DOMAGA SIĘ PRAWDY
Kiedy nowa notka?
Piszę w lubczasopismach
-
16.03.2012 21:23
-
25.01.2012 02:20
-
20.01.2012 05:59
-
15.01.2012 21:24
Ostatnie notki
-
Good bye,
Donna!!
17.05.2012 21:49 10 -
Chrabia Stephan won Niewiejski
Genealogom wertujacym stare herbarze udało się w końcu ustalić pochodzenie znanego (z kablowania esbekom na...
12.05.2012 14:56 3 -
Wszystko się zaczyna walić. Sufit na łeb na Narodowym.
Ale przynajmniej skończyli awtostradę. Z Konotopy do Pruszkowa. I chwatit. Jak kiedyś w Afryce w buszu drogę...
10.05.2012 00:20 2
Moje ostatnie komentarze
-
@R.Zaleski: jak się można zadurzyć gospodarczo
?
24.05.2012 23:34
-
kobiety?
24.05.2012 23:22
-
@wawa: Poza tym przykład Juszczenki i stryjów Popiela
odstrasza
24.05.2012 22:07
-
jeno won
24.05.2012 21:56
-
nicka masz przez ten majonez
24.05.2012 20:56
Najpopularniejsze notki
-
Good bye,
komentarze: 10
-
Chrabia Stephan won Niewiejski
komentarze: 3
-
Wszystko się zaczyna walić. Sufit na łeb na Narodowym.
komentarze: 2
Aktywne dyskusje
-
Good bye,
komentarze: 10ostatnio: SOWINIEC
-
Chrabia Stephan won Niewiejski
komentarze: 3ostatnio: SOWINIEC
-
Wszystko się zaczyna walić. Sufit na łeb na Narodowym.
komentarze: 2ostatnio: SOWINIEC
-
Panie Kozak - skompromitował się pan doszczętnie
komentarze: 14ostatnio: SOWINIEC
-
Propozycja dla Administracji
komentarze: 9ostatnio: SOWINIEC
Moje tagi
Ulubione blogi i lubczasopisma
- Alga. 595 7838
- Bernard Marcinkiewicz 123 1428
- Bieszczadnik. SMOLEŃSK DOMAGA SIĘ PRAWDY 174 6248
- januszwojciechowski 524 1019
- Krzysztof Osiejuk 48 926
- Piwnica24 40 59
- telok 1174 14880
Polecam strony
- [404] Piwnica ignorujących czarną Listę (@Koteusz)
- [404] Dyby - czarna Lista: 22.11 już nie TYLKO DLA DOROSŁYCH; 01.12 Amnestia powszechna
- Banici - tydzień, dwa, 10 lat, 20, i więcej
- Szyfrator/deszyfrator
- Wilgoć w piwnicy
- Panna Wodzianna (uwolniona z dyb)
- Koteusz (piwnica)
- Ekonomista Grosik (zadybiony jako pierwszy; oddybiony 01.12.2009 w ramach powszechnej amnestii)
- Piwnica.tkm.cc [znowu nadaje]
- Kataryna (@blox)
- Aleksander Ścios
- piwnica24.salon24.pl
- rajutracony.salon24.pl
- Artur M.Nicpoń
- porażka (@blox)
- expert




Pozdrawiam